Nie wiem co mnie naszło... założyłem bloga, ale po co, to sam nie wiem... to chyba wynik zbiegu różnych okoliczności sentymentalnie nastawiających - sobotni wieczór, zbyt duża dawka Antony and the Johnsons, depresyjnej pogody brukselskiej i braku Pysi...
W każdym razie, wieczór się jeszcze nie skończył! Może jeszcze coś ciekawego się wydarzy, może poznam jeszcze jakiegoś inżyniera albo magistra, jak mówiły klasyczki!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz